29 sierpnia 2015

Oswajamy second handy


W sklepach z używaną odzieżą drzemie siła. Nic więc dziwnego, że zakupy w nich stały się w ostatnich latach bardzo popularne a w dni dostawy ustawiają się kolejki osób rządnych perełek. Niektórzy w tym zajęciu znaleźli nawet źródło dorobku, co dowodzi o realnych korzyściach wynikających z kupowania w second handach. 

Pierwszy raz próg sklepu z odzieżą z drugiej ręki przekroczyłam jakieś 7-8 lat temu, kiedy buszowanie po nich nie było jeszcze takie modne. Spotykałam się wtedy z różnymi, skrajnymi opiniami otoczenia: jedni twierdzili, że kupowanie tam to obciach, a inni na widok znalezionych przeze mnie rzeczy aż niedowierzali. "Taka ładna sukienka? Nie wygląda jakby była z lumpeksu". Negatywne głosy wcale mnie nie zniechęcały i od tego czasu procentowa ilość rzeczy w szafie, które kupowałam z drugiej ręki, systematycznie rosła, podobnie z resztą jak popularność samych second handów. Dzisiaj ok. 70% zawartości garderoby zawdzięczam sklepom z używaną odzieżą.

Wiem, że są wśród nas osoby, które uparcie twierdzą, że nie mają talentu do wyszukiwania ładnych rzeczy albo brakuje im cierpliwości w tej sferze. Według mnie w większości jest to zasługa wprawy, wielu odbytych lumpeksowych wojaży... Co prawda, nie zamieszczę tutaj wytycznych o tym, jak zostać zawodową handlarą, ale postaram się podzielić swoim doświadczeniem i kilkoma cennymi wskazówkami.



I Poznaj siebie

Sprawne i efektywne poruszanie się po second handach bazuje na dobrej znajomości samej siebie. W jakich ubraniach czujesz się najlepiej? Do odpowiedzi na to pytanie mogą Ci się przysłużyć poniższe punkty:

A) Najprościej jest założyć folder z inspiracjami (np. na portalu Pinterest) i tam zbierać grafiki, które wywołują w Tobie pozytywne emocje i z którymi się identyfikujesz. Im dokładniej skatalogujesz swoje znaleziska, tym lepiej poznasz swój gust. 

B) Innym sposobem na poznanie swoich preferencji ubraniowych są przymiarki. Warto od czasu do czasu eksperymentalnie sięgnąć po rzecz w kroju lub kolorze, którego wcześniej nie mierzyłaś. 

C) Natomiast znajomość swoich wymiarów okazuje się szczególnie istotna, gdyż znacznie usprawnia zakupy. Warto zapamiętać swój: obwód w biuście, obwód talii, szerokość bioder (w niektórych typach sylwetek największa szerokość znajduje się na wysokości ud), długość rękawa, długość nogawki.


II Zrób rekonesans

Na początek zorientuj się, jakie adresy mają second handy znajdujące się w Twoim mieście i zaznacz je na specjalnej mapce. Ułatwi Ci ona stworzenie najkrótszej trasy, po której odwiedzisz je kolejno w regularnych odstępach czasu (np. co tydzień, dwa). Zapamiętaj dni dostaw i wyceny. Jeśli asortyment w którymś z nich Cię początkowo rozczaruje, to nie skreślaj go od razu ze swojej listy. Zaopatrzenie zmienia się co tydzień i dostawa, która w jednym lumpeksie Cię zachwyci, w kolejnym może wydać się zdecydowanie mniej atrakcyjna. Podczas wycieczek do innych miast (szczególnie tych mniejszych) weź pod uwagę także tamtejsze lumpeksy i zarezerwuj sobie odpowiednią ilość czasu na ich eksplorację.



III Bądź realistką


Nastawienie psychiczne może równie szybko zniechęcić Cię do chodzenia po second handach, co zachęcić. Nie obiecuj sobie, że po pierwszej wycieczce wyjdziesz ze sklepu z naręczem szałowych rzeczy. Często kiedy dokładnie planuję, że tego i tego dnia pójdę do ulubionego lumpeksu, spotyka mnie rozczarowanie i nic ciekawego nie wpada mi w oko. Za to nieplanowane, zupełnie przypadkowe wypady okazują się być najwartościowsze. Skąd taka przewrotność losu? Trudno powiedzieć, ale zauważyłam, że nie jest to osobnicza przypadłość. 



IV Przygotuj się


Mapka okolicznych sh zrobiona? Czas na research! Określ swój limit finansowy i wygospodaruj odpowiednią ilość wolnego czasu. Najlepiej po sycącym posiłku- dowiedziono, że nienajedzeni kupujemy więcej niepotrzebnych rzeczy i tę wiedzę staram się wykorzystać w codziennym życiu. Załóż wygodne buty i ubrania, które łatwo zdjąć i założyć. Na dopasowany podkoszulek będziesz mogła przymierzyć zarówno marynarkę, jak i sukienkę. Z doświadczenia wiem, że duże torby typu shopper, przy lumpeksowych poszukiwaniach okazują się niepraktyczne, gdyż w wąskich ścieżkach między wieszakami zawadzają i trącają inne klientki. Dobrą alternatywą jest lekka, niewielka torebka na ramię, np. listonoszka, koniecznie z porządnym zapięciem (dla zminimalizowania ryzyka kradzieży), która nie będzie Ci przeszkadzać w przeglądaniu rzeczy. Większe zakupy włożysz do bawełnianej, pakownej torby. Zwijana miara krawiecka w połączeniu ze znajomością Twoich wymiarów, pozwoli szybko zrewidować, czy dana rzecz na Ciebie pasuje.

Dlaczego nie wspominam o liście poszukiwanych rzeczy? Jest zupełnie opcjonalna. W przypadku zakupów w lumpeksie musisz zdać się na łut szczęścia, gdyż niesłychanie trudno jest za jednym zamachem odhaczyć wszystkie zapisane pozycje. Na tym polega też eksperymentalny charakter second handów- nigdy do końca nie wiesz, co Cię tam spotka.



V Obierz strategię


Jest kilka sposobów, które mogą podwyższyć Twoje szanse na znalezienie upragnionych perełek. Możesz je ze sobą dowolnie łączyć:

A) Dni dostawy czy dni wyceny - w dni dostawy jest najdrożej i istnieje także największa szansa na znalezienie wartościowej rzeczy. Z każdym kolejnym dniem ona spada, za to cena za kilogram idzie w dół. Nie zawsze warto sugerować się dniem dostawy, bo znam osoby, które dosłownie za grosze wyszukują w najtańsze dni prawdziwe perełki.

B) Razem czy w pojedynkę - zdecyduj, jaki typ łowów odpowiada Ci bardziej- samotne polowanie czy w towarzystwie. Pamiętaj, że bardziej doświadczona koleżanka może udzielić Ci cennych wskazówek, ale również może doprowadzić do wzajemnej rywalizacji.

C) Zamiana sezonów i działów - zimą zwracaj uwagę na letnie ubrania, a latem na jesienno-zimowe. Kiedy pierwszy raz przeczytałam o tym na jednym z forów, wydawało mi się to mało prawdopodobne, bo przecież dostawy są skorelowane z bieżącym sezonem. Nie uwierzyłam, dopóki nie znalazłam w lipcu... kaszmirowego swetra! Jeśli chodzi o działy, to z powodzeniem możesz rozszerzyć miejsce swoich poszukiwań o wieszaki dedykowane asortymentowi męskiemu i dziecięcemu. Szczególnie jeśli nosisz mały rozmiar albo preferujesz "męski pierwiastek" w swoim stylu.

D) W niepogodę - chodź na łowy, kiedy aura nie sprzyja. Podobno kiedy pada deszcz lub śnieg, to w lumpeksach jest mniejszy ruch, a więc jest szansa na bardziej komfortowe zakupy (o ile krople spływające po odzieży wierzchniej nie będą Ci przeszkadzać...).



VI Nie popadaj w skrajności


Zdarza się, że zakupy w lumpeksie wyzwalają w jego klientkach dość niezdrowe emocje, którymi łatwo się zarazić. Atmosfera sprzyjająca szczególnie dniom dostawy sprzyja zakupoholizmowi i tworzeniu się tzw. dziczy sklepowej. Musisz pilnować nie tylko swojego koszyka, ale i swojego zakupowego apetytu:



• cierpliwie szukaj, wieszak po wieszaku i przy wyborze kieruj się pierwszym wrażeniem - dotykiem materiału i wizualną stroną ubrania; na dalsze rozważania przyjdzie czas później,

• uważaj na bieliznę, stroje kąpielowe i obuwie - wybieraj tylko te w idealnym stanie, z metkami i zabezpieczeniami,

• w miarę możliwości (które mogą być ograniczone niewielką ilością przymierzalni lub tłokiem) staraj się mierzyć każdy ciuch; okrycia wierzchnie i marynarki możesz zmierzyć od razu w ustronnym kącie; dotykaj, wywracaj na drugą stronę, sprawdzaj składy na metce,

• nie kupuj tego, czego nie jesteś w 100% pewna, bo im niższe wymagania będziesz mieć, tym więcej niepotrzebnych rzeczy kupisz,

• na bieżąco licz koszty związane z konserwacją danej rzeczy; czy zakup skórzanej kurtki po dodaniu do niego kosztów prania chemicznego nadal będzie opłacalny? Czy zmniejszenie u krawcowej tej marynarki nie będzie kosztować tyle co nowa w sklepie?

• bądź realistką - nie każda plama może cudownie zejść w praniu, a zwrotu nie będziesz mogła dokonać.


VII Czas na pranie


Rzeczy kupione w second handzie zwykle są przesiąknięte specyficznym, dość nieprzyjemnym zapachem środków odkażających. Aby się go pozbyć, kategorycznie należy je wyprać. Na większą ilość zwykłych ubrań z sh, nie wymagających specjalnej konserwacji, wstawiam oddzielne pranie w temperaturze 40 stopni, z podwójnym płukaniem. Jeśli rzeczy jest mało, to kilkukrotnie piorę je ręcznie w misce- środki odkażające mogą barwić inne ubrania. Rzeczy bardziej problematyczne, z którymi nie poradzi sobie domowa pralka,  tj. kurtka ze sztucznej skóry, zanoszę do pralni chemicznej.



Przyznam, że sama mam okresy, w których ubrania kupuję tylko w second handach, bo jakość spotkana w tradycyjnych sieciówkach od kilku lat skutecznie mnie do siebie zniechęca. Niestety, odnoszę wrażenie, że "złoty okres lumpeksów" także powoli przemija, gdyż ceny za kilogram, nawet w małych miastach, systematycznie rosną i zakupy w nich są mniej opłacalne niż kiedyś. Bądź co bądź, jest to nadal lepsza alternatywa dla centrów handlowych i bardzo prawdopodobne, że powyższe rady będą aktualne także przez kolejne lata.

22 lipca 2015

Damskie obuwie - z wysokości do bezmyślności


Są takie modele damskich butów, które w szczególny sposób wpływają na wygląd naszej sylwetki. Służą jej wydłużeniu, optycznemu wysmukleniu i, wydawać by się mogło, dodają seksapilu. Stanowią obiekt tęsknych westchnień setek kobiet, które oczarowane ich wyglądem, nie zważają na przykre konsekwencje ich używania, często znoszonych z uśmiechem na ustach. O tym problemie wspominałam w artykule: Realia damskiej garderoby.


Dlaczego je nosimy?

Rozumiem powody, dla których decydujemy się na założenie wysokich butów. Chcemy w ten sposób:
• wyglądać atrakcyjnie i elegancko,
• poczuć się pewniej,
• profesjonalnie wyglądać w pracy,
• być wyższe przy swoim partnerze.


"Luksus musi być wygodny, inaczej nie jest luksusem"

Ilekroć zastanawiam się nad słusznością posiadania wysokich butów, przypominam sobie słowa Coco Chanel. Luksus i wygoda są nieodłącznie. Zdążyłam się już przekonać, że ten typ obuwia nie służy ani mojemu zdrowiu ani formom aktywności, jakie codziennie podejmuję. Nie oznacza to, że całkowicie rezygnuję z noszenia szpilek czy koturnów. 

Jestem wymagająca i możliwe, że w średniej półce cenowej po prostu trudno znaleźć mi odpowiednią parę. Nie marzę o najdroższych szpilkach od Christiana Louboutina czy Manolo Blahnika. Prędzej o wykonanych na miarę butach w warszawskiej pracowni Agi Prus. Swoją drogą może kiedyś będę mogła sobie na nie pozwolić.

Niektórzy powiedzą, że moda jest sztuką, a inni, że powinna być praktyczna i nade wszystko służyć ludziom. Osobiście bardzo rzadko spotykam się z sytuacjami, by w Polsce noszono eksperymentalne, szalenie indywidualne projekty show pieces. Królują za to użytkowe formy. Wysokie buty są jednak na tyle popularne, że ich znalezienie na ulicy nie należy do rzadkości. Najbardziej dziwi mnie fakt noszenia ewidentnie źle wyprofilowanych i niewygodnych butów przez kobiety. Bez winy nie pozostają tutaj producenci obuwia, którzy w swojej standaryzacji nie biorą pod uwagę różnych tęgości i wielkości, co jeszcze kilkadziesiąt lat temu było normą. Narażają w ten sposób swoich klientów na dodatkowy dyskomfort. 

Miałam kiedyś 15-centymetrowe szpilki, podróbki wzorowane na modelu znanego projektanta, co wspominam dzisiaj ze wstydem. Pamiętam, że na jednej imprezie tak obtarły mi pięty, że ze złości postanowiłam je cisnąć wgłąb szafy. Nigdy więcej ich nie założyłam i odkopałam je dopiero przy robieniu sezonowych porządków. Ostatecznie się ich pozbyłam. To doświadczenie uzmysłowiło mi, że szkoda i pieniędzy i zdrowia na tak niewygodne obuwie. A przecież groził mi szereg innych problemów i otarcia aż do krwi nie były najgorszymi z nich.


Niebezpieczeństwa

Do zagrożeń płynących z krótko- i długotrwałego chodzenia w wysokich butach możemy zaliczyć:
• pęcherze,
• opuchliznę stóp i kostek,
• zrogowacenia skóry (modzele),
• wrastające paznokcie,
• kontuzje (skręcenie kostki, uraz ścięgna Achillesa),
• deformacje stóp (haluksy, palce koślawe, palce młoteczkowate),
• rozwój żylaków,
• bóle kolan i kręgosłupa,
• skurcze mięśni,
• upośledzoną postawę ciała.

Warto zwrócić uwagę na to, że skłonność do deformacji stóp jest dziedziczna i ich ryzyko rośnie wraz z częstotliwością noszenia zbyt wysokich/ciasnych/wąskich butów. Wystarczy spojrzeć na zdeformowane stopy celebrytek, które są antyambasadorkami karkołomnie wysokiego obuwia, które przenosi ciężar ich całego ciała na śródstopie. Jakkolwiek można się zachwycać ich kreacjami, doborem dodatków i biżuterii, dopracowanymi fryzurami i perfekcyjnym makijażem, to najtrudniej ukryć im haluksy i koślawe palce. Aż chce się je wysłać przymusowo do ortopedy.


"Kobieta w dobrych butach nigdy nie jest brzydka"

Zabrzmię w tym momencie jak spikerka w spocie reklamowym, ale: zachęcam do dbania o komfort swoich stóp. W tanim, kiepskiej jakości obuwiu zdecydowanie trudniej go osiągnąć, a dodatkowo szybko można się w nich nabawić przykrych dolegliwości. Wspomnę tylko, że chodzenie w butach z cieniutką podeszwą także nie jest optymalnym rozwiązaniem, a skutkuje mierną amortyzacją stopy. Najważniejszy jest umiar i zdrowy rozsądek. Odłożenie większej kwoty na dobrze wyprofilowane obuwie we właściwym rozmiarze będzie wiązało się, być może, z wyrzeczeniami, ale wygoda jest w tym aspekcie nieoceniona. 

21 lipca 2015

Jak oszczędzać na ubraniach?


To pytanie zadawałam sobie gorączkowo kilka lat temu w momencie, kiedy większość oszczędności przeznaczałam na ubrania. Od kiedy pamiętam, w mojej szafie było tyle rzeczy, że z trudnością się domykała. Przeprowadzkę do nowego miejsca uznałam więc za dobry moment do zmiany swojego podejścia wobec zakupów. Z częścią tych doświadczeń chciałabym się z Wami podzielić.

Ten artykuł dedykuję przede wszystkim dwóm grupom kobiet:
• tym, które zastanawiają się, jak zacząć wydawać mniej na ubrania i dodatki,
• oraz poszukującym dodatkowych sposobów na oszczędzanie w garderobie.


Etap I: Przekonaj samą siebie

Najbardziej skutecznym sposobem na zminimalizowanie wydatków związanych z ubraniami jest ograniczenie ich kupowania. Brzmi dość logicznie, ale to najtrudniejsza sztuka do opanowania. Z resztą samo słowo "ograniczenie" budzi negatywne odczucia. Czytając podobne sformułowania, zawsze towarzyszył mi smutek i zrezygnowanie. "Ale jak to, mam się pozbawić jednej z ulubionych rozrywek? Nie umiem żyć bez zakupów". Oczywiście bardzo łatwo zwizualizować obraz siebie jako usychającej z tęsknoty do zakupów i odbywającej ubraniowy odwyk za karę. Nie tędy jednak droga. 

Do zmiany postępowania nie przekona nas nikt inny, jak my same. Czy naprawdę chcemy oszczędzać czy zmusza nas do tego obecna sytuacja życiowa? Może lepiej byłoby poszukać dodatkowych źródeł dochodu niż próbować na siłę nakłonić do wyrzeczeń, do którym nie jesteśmy w pełni przekonane. Dlatego samo podejście do zakupów jest tak ważne. 

Jeśli chcemy wydawać mniej na ubrania, to powinnyśmy rozważyć dokonanie zmian w swoim zachowaniu jako konsumentek. Nie mam na myśli tutaj zakupowego detoksu, dlatego że niewielu osobom takie skrajności wyszły na dobre. Przykładowo przez kilka miesięcy nie wydałam ani złotówki na powiększenie zasobów swojej garderoby. Bardzo doskwierał mi wtedy głód zakupów i po wyznaczonym terminie odrabiałam "zaległości". Stopniowe zmiany dają lepsze efekty od radykalnie podjętych.


Etap II: Uporządkuj swoją szafę

Sprzątanie jest podstawowym działaniem, które pozwala zweryfikować ilość posiadanych rzeczy oraz ich użyteczność. Wiem, że z niektórymi zbyt trudno się rozstać przy pierwszych porządkach i proces pozbywania się ich potrafi się znacznie wydłużyć. Proces selekcjonowania znakomicie opisała blogerka Style Digger w swojej książce. 

Miałam w szafie pewną dżinsową spódniczkę mini, rarytas znaleziony w kartonach na strychu. Pięknie starzejący się dżins, wszystkie szwy bez zarzutu, sprawny zamek, do tego właściwy rozmiar- wydawać by się mogło, że trafiłam idealnie. Do czasu, kiedy w niej nie usiadłam, bo spódniczka zaczynała wtedy podjeżdżać pod sam biust i z długości mini robiła się mini-mini... Ze względu na sentyment, nie byłam jej w stanie ot tak wyrzucić. Ani za pierwszym razem, ani drugim, ani trzecim... chyba dopiero za piątym. Tak, jak wcześniej wspomniałam- nie jestem zwolenniczką krańcowych zachowań i nie nakłaniam do wyrzucenia większości rzeczy na poczet ściśle określonej liczby. Regularnie prowadzone gruntowne porządki są w stanie zdziałać o wiele więcej.

Wiecie co jest najlepsze w sprzątaniu garderoby? Wreszcie na światło dzienne wychodzą nasze ulubione rzeczy, zagubione dotąd w zwałowisku nielubianych modeli. A więcej miejsca oznacza także łatwiejszy do nich dostęp i skrócenie procesu poszukiwań konkretnej sztuki.


Etap III: Pozbądź się tego, czego nie potrzebujesz

Po twórczych porządkach nadszedł czas na rozważenie, co zrobić z powstałą stertą ubrań i dodatków, które nie przeszły selekcji. Najłatwiej wyrzucić je na śmietnik albo do kontenera. Pamiętajmy o alternatywach do tych działań. Jeśli rzeczy są w dobrym stanie, to można rozważyć:
• sprzedaż lokalną (OLX, pchli targ, wyprzedaże garażowe), albo internetową (Vinted, Allegro),
• wymianę w gronie zaufanych osób, np. z siostrą, przyjaciółkami albo uczestnictwo w stacjonarnych imprezach typu swap (nie polecam raczej wymian przez Internet, bardzo łatwo trafić na oszustów),
• oddanie ich w dobre ręce (np. do domu dziecka, domu samotnej matki).

Jeśli stan tych ubrań jest kiepski, a w okolicy funkcjonuje schronisko dla psów, to warto zapytać, czy nie będą ich potrzebować np. jako posłań dla zwierząt.


Etap IV: Dbaj o to, co posiadasz

Innymi słowy: przedłużajmy życie swoim ulubionym przedmiotom. Damy jednocześnie pstryczek w nos korporacjom odzieżowym, które próbują nas do tego zniechęcać i pielęgnują konsumpcyjne podejście do ubrań. To naturalne, że ubrania się zużywają, ale jest szereg sposobów na niedrogą naprawę, a i przy odrobinie zapobiegliwości, będą one rzadziej konieczne. Oto, jakie zabiegi sama stosuję: 

• ubrania piorę zgodnie z oznaczeniami na metce, dostosowując temperaturę do najwrażliwszej z rzeczy,
• okrycia wierzchnie zanoszę do pralni chemicznej,
• posiadam mały przybornik krawiecki, który pozwala mi na dokonanie drobnych poprawek tj. przyszycie guzika, zacerowanie dziurki itd.,
• regularnie zanoszę buty do szewca, aby wymienił w nich fleki i co sezon wymieniam wkładki w obuwiu,
• stosuję impregnaty i kremy pielęgnujące do skórzanych: torebek, obuwia, pasków, rękawiczek, itd.,
• korzystam z dobrodziejstw pokrowców na ubrania,
• biustonosze piorę ręcznie i zbrodnią byłoby dla mnie wrzucanie ich do pralki,
• zmechacone swetry traktuję golarką do ubrań (koszt kilkunastu złotych),
• poważniejszych napraw, jak w przypadku rozdartej podszewki w sukience, dokonuję na maszynie (stębnówce albo owerloku),
• jeśli zachodzi taka potrzeba, to torebkę z zepsutym zapięciem lub naderwany szwem zanoszę do kaletnika.

Nie są to wszystkie możliwe sposoby i z pewnością wielu z nich jeszcze nie znam... Czuję, że muszę poszerzyć swoją wiedzę na ten temat i w przyszłości poświęcić mu oddzielny wpis.


Etap V: Kontroluj wydatki

Po oczyszczeniu szafy i pozostawieniu jedynie ulubionych rzeczy zastanówmy się nad swoimi rzeczywistymi potrzebami oraz, czy są konieczne dodatkowe zakupy. U mnie ilość dołów znacznie przekroczyła ilość gór strojów, dlatego na liście zakupów znalazły się białe, bawełniane t-shirty, które pasują do każdych spodni i spódnic. Warto sporządzić listę zakupów i dać jej odpocząć na tydzień w szufladzie, aby wykluczyć chwilowe zakupowe zachcianki (zasada 7 dni jakoszczędzaćpieniądze). Zakupy realizujmy tylko z listą i nie dawajmy sobie przyzwolenia na zakup czegoś nieprzewidzianego. 


Etap VI: Nie rezygnuj z jakości

Nie gódźmy się na kompromisy i ustępstwa jeśli chodzi o jakość ubrań. Jeśli wymarzyliśmy sobie bawełniane spodnie, a na metkach widnieją same 100% Polyester, to nie zadowalajmy się parą pierwszą z brzegu i szukajmy dalej. W stacjonarnym sklepie wywracajmy ubrania na lewą stronę, by ocenić szwy i wykończenie, a także sprawdzajmy skład surowcowy. Z zakupami internetowymi bywa w tej kwestii trudniej, bo zdarza się, że w opisie produktu nie ma wzmianki o zastosowanym materiale. Bądźmy zatem czujni i nie dajmy się oszukać. Jeśli trafi się już felerny towar, to nie miejmy skrupułów, by go zwrócić.


Zdroworozsądkowe i racjonalne podejście jeszcze nikogo nie sprowadziło na złą drogę. Idea slow fashion oraz proekologiczne zachowania są dobrymi nawykami w codziennym życiu. Myślę, że połowę sukcesu przynosi osobiste przekonanie o tym, że nie potrzebujemy takiego zatrzęsienia ubrań i możemy się bez nich obyć. Wymaga to dużej siły woli, ale jeśli już stałyśmy się jej posiadaczkami, to nawet najbardziej przemyślane kampanie marketingowe nie będą nas w stanie przekonać.