10 września 2015

Czy warto kupować podróbki?




Popyt rodzi podaż, to stare prawo rynku. Gdyby nie było zainteresowania podróbkami, nie byłaby konieczna ich produkcja. Rynek imitacji jest niczym innym niż owocem pazerności i zachłanności. Przestępcy, którzy nim kierują, bogacą się na ludzkiej krzywdzie. Nie tylko nielegalnie zmuszają pracowników fabryk do pracy po godzinach, ale okradają właścicieli podrabianych znaków towarowych z gigantycznych sum. Dziś artykuł o tym, czy rzeczywiście warto kupować falsyfikaty i czy jest to legalny proceder.


Słowniczek ważnych pojęć

Dyskusję na temat podrobionych towarów rozpocznijmy od definicji pojęć, związanych z tym tematem:
falsyfikat (inaczej: imitacja, podróbka, fałszywka) - fałszerstwo obiektu oryginalnego (dokumentów, wyrobów przemysłu, dzieł sztuki) będącego efektem celowego wprowadzenia (np. konsumenta) w błąd, 
replika - powtórne odzwierciedlenie obiektu, z możliwie jak najwierniejszym odzwierciedleniem oryginału; od falsyfikatu różni się tym, że fakt bycia repliką nie jest ukrywany,
duplikat - drugi egzemplarz obiektu, identyczny z pierwszym; w odróżnieniu od kopii, duplikat nie jest utworzony na wzór oryginału, ale pochodzi z tego samego źródła, co pierwszy egzemplarz, 
kopia - obiekt powstały na wzór innego obiektu; w sztuce dokładne powtórzenie wykonanego wcześniej dzieła, w celach bezpieczeństwa (udostępniania kopii zamiast oryginału) bądź fałszerstwa, 
plagiat (inaczej: kradzież intelektualna) - umyślna kradzież utworu lub pomysłu, 
znak towarowy - prawnie chroniony, niepowtarzalny element, skutecznie odróżniający go od produktów lub usług konkurencyjnych.
Na podstawie: pl.wikipedia.org


 Kto przyczynił się do powstania rynku podróbek?

Wyobraźmy sobie, że jesteśmy Michaelem Korsem, projektantem który zarabia na życie na tworzeniu projektów ubrań i dodatków. Na razie nie skupiajmy się na jego popularności, spójrzmy na niego przez pryzmat człowieka, którego stałym źródłem utrzymania jest projektowanie. Jego droga do sukcesu w branży modowej nie była usłana różami, ba, zmierzył się z chyba najgorszym możliwym zawodowym koszmarem, jakim było ogłoszenie bankructwa. Mimo tej sromotnej porażki, Kors nie zrezygnował ze swojej estetyki. 

Osiągnięcia na miarę światowej skali nie przyszły jednak od razu. Można tylko gdybać, ile nieprzespanych nocy i ile wyrzuconych do kosza projektów powstało, zanim wpadł na pomysł szkiców torebek Jet Set, Hamilton czy Selma. Wierzcie mi, proces twórczy to niezwykły wysiłek intelektualny. W przypadku Korsa, nareszcie się opłacił. Dziś dodatki sygnowane jego imieniem i nazwiskiem są znane na całym świecie. Bez wątpienia odniósł olbrzymi sukces (polecam przeczytanie wywiadu, przeprowadzonego przez portal fashionbiznes.pl). 

W Polsce podejście do ludzi, którzy swoje bogactwo osiągnęli ciężką pracą, jest często krzywdzące i stanowi efekt ideologii poprzedniego systemu. Traktuje się ich jako wyzyskiwaczy, którzy na pewno nielegalnie dorobili się majątku. Dlatego niektórym tak trudno przyjąć do wiadomości, że projektant może bogacić się na torebkach za bagatela 1500zł. (Oczywiście ta kwota nie jest równa przychodowi projektanta, jaki płynie ze sprzedaży produktów, po odliczeniu kosztów wynajmu powierzchni handlowej, zatrudnienia pracowników, itd.). 

Pomyślmy, jak dobre musiały być biznesplan i filozofia marki Korsa, aby nakłonić klientelę do zakupu produktu o 4-cyfrowej kwocie. Tak łatwo jest zmieszać projektantów mody z błotem i twierdzić, że "naszyją metkę na jakąś szmatę i mogą windować ceny, jak tylko się da". To jest element strategii marketingowej ich marek. Branża luksusowa jest wyjątkowa, także przez wzgląd na wysokość cen, jakie prezentuje swojej grupie docelowej. 

Pomyślmy, jak bardzo Michaela Korsa musi boleć świadomość, że jego projekty są teraz jednymi z najczęściej podrabianych na świecie. Z tego procederu nie ma ani grosza. Czy na jego miejscu nie staralibyśmy się chronić swojej własności intelektualnej i patentować znaków towarowych oraz modeli produktów, których powstanie kosztowało wiele czasu, pieniędzy i energii? 


• Czy noszenie podróbek jest legalne?

W Europie każdy kraj samodzielnie reguluje swoje prawodawstwo w zakresie obrotu falsyfikatami. Najostrzejsze w tej dziedzinie prawo panuje nad Sekwaną i słusznie, ponieważ branża odzieżowa, kosmetyczna i luksusowa są jednymi z najważniejszych w tamtejszej gospodarce, a handel podrabianym towarem przynosi olbrzymie straty. We Francji każdy, kto kupuje podróbkę i ją nosi, może iść do więzienia na trzy lata albo zapłacić karę w wys. 300 000 euro (źródło). Kilka lat temu powstała nawet specjalna kampania społeczna mająca zniechęcić obywateli do wspierania rynku falsyfikatów (hasło: Prawdziwe damy nie noszą podróbek).


W Polsce posiadanie i noszenie podrobionych towarów jest legalne. Przewidziane są natomiast kary dla osób, które zajmują się ich sprzedażą:

Dz.U. z 2003r. Nr 119, poz. 1117 ze zm.
Art. 305. 1. Kto, w celu wprowadzenia do obrotu, oznacza towary podrobionym znakiem towarowym, zarejestrowanym znakiem towarowym, którego nie ma prawa używać lub dokonuje obrotu towarami oznaczonymi takimi znakami, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.2. W wypadku mniejszej wagi, sprawca przestępstwa określonego w ust. 1 podlega grzywnie.3. Jeżeli sprawca uczynił sobie z popełnienia przestępstwa określonego w ust. 1 stałe źródło dochodu albo dopuszcza się tego przestępstwa w stosunku do towaru o znacznej wartości, podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 5.
Źródło: forumprawne.org

Szczerze zazdroszczę Francuzom takich regulacji prawnych i protekcjonalnego podejścia wobec swojej gospodarki. W Polsce, niestety, branżę odzieżową nadal traktuje się po macoszemu i nie dostrzega jej potencjału. Nie ma się zatem co dziwić, że fakt kupowania i noszenia podróbek nie są  u nas traktowane jako przestępstwo. To legalny proceder. Ach, jak wspaniale fałszywki wpisują się w realia bazarków, targowisk i bylejakości...


• Rekompensata imitacjami

To oczywiste, że jako nacja nie lubimy przepłacać. Nie pozwala nam na to poziom zarobków, tak odległy od zachodnich płac. A przecież ceny w Polsce w przeliczeniu na euro czy dolary są takie same, a nawet wyższe. Różnice staramy się rekompensować kupując imitacje, bo skoro wyglądają one jak oryginały, to po co przepłacać? Torebka Korsa logowana tam, gdzie trzeba, z kompletem metek, w pokrowcu z logo projektanta i do tego tylko za 24$ z przesyłką...

Dostęp do rynku podróbek jest coraz łatwiejszy za sprawą globalizacji i dostępu do takich portali jak Aliexpress (chiński odpowiednik rodzimego Allegro). Istnieją grupy na Facebooku, które specjalizują się w zamawianiu podrobionych towarów z Azji. Ostatnio nasiliło się także zjawisko tzw. "buticzanek", które polega na zakładaniu sklepów internetowych z asortymentem sprowadzanym z Aliexpress. Ich właściciele często narzucają marżę wynoszącą kilkaset procent! Jak widać, niektórzy zrobili na tym w kraju całkiem dochodowy interes.


• Jeśli nie stać mnie na oryginał, to nie kupuję podróbki

Kiedyś kupienie torebki wzorowanej na modelu Chanel 2.55 czy szpilek z charakterystyczną czerwoną podeszwą nie było dla mnie synonimem bezmyślności, a rozsądnego dysponowania pieniędzmi. Od zawsze podobały mi się "klasyczne modele", dlatego w kupowaniu rzeczy wzorowanych na tych od projektantów nie widziałam nic zdrożnego, tym bardziej, kiedy kosztowały mniej niż 100zł. Co prawda nie zapędziłam się w logomanię, by błyszczeć nachalnie rozpoznawalnymi znakami towarowymi na prawo i lewo, ale miałam w swojej szafie kilka podróbek, o czym wspominałam w tym artykule

Olśnienie przyszło dopiero podczas nauki projektowania po szkole średniej, kiedy mogłam spojrzeć na branżę mody z innej perspektywy. Szybko wyrzuciłam fałszywki i absolutnie nie było mi ich żal. Patrząc na nie czułam niesmak i konsternację. Nawet jeśli ich noszenie było legalne, to w głębi duszy czułabym, że daję zły przykład. Postanowiłam sobie, że nigdy więcej nie kupię podróbek. Jeśli nie stać mnie na oryginały, to nie będę kupować ich imitacji.


 Prawdziwe damy nie noszą podróbek

Do zmiany zdania nie przekonają mnie żadni celebryci, którzy ostentacyjnie pokazują się w podrobionych ubraniach i dodatkach. Uważam to za aroganckie zachowanie, ignorancję, brak klasy i profesjonalizmu. Kto, jeśli nie oni powinni być świadomi tego, co noszą i kogo swoimi wyborami wspierają. 

A jeśli o przykład postępowania chodzi, to smutne jest też to, w jakim kierunku zmierza nie tylko sfera elit, ale także blogowy światek. W jej twórcach tkwi wielki potencjał, ponieważ mogą publicznie krzewić wiele mądrych i wartościowych treści. Mają możliwość piętnowania noszenia i kupowania fałszywek, ale tego nie robią. Takie osoby mogę wymienić na palcach jednej ręki. Ba, jest to nawet okazja do pochwalenia się podróbkami. "Za 300 zł straconych w Polsce mam 4 pary Air Max'ów na chińskim Aliexpress"- pisze jedna z internautek.


• Głosowanie portfelem

Kupowanie podróbek wynika nie tylko z zachłanności pobudzonej przez profesjonalne kampanie reklamowe selektywnych marek, ale i braku zastanowienia czy wnikliwej wiedzy. Nie wszystkim jest wiadome, jak odróżnić podróbkę od oryginału, gdyż bardzo łatwo się pomylić i paść ofiarą oszustwa. (Tutaj polecam profil Podróbkowo Wielkie oraz zakładkę o tej samej nazwie na blogu Jest Pięknie).

Temat fałszywek jest bardzo rozległy i dotyczy wielu sfer naszego życia. Nie jest ono perfekcyjne i nieraz dokonamy błędnego wyboru. Starajmy się jednak na nich uczyć. Z dnia na dzień nie zmienimy świata na lepsze, jednak metodą małych kroczków jesteśmy w stanie zmienić swoje nawyki. Zachęcam do rozpoczęcia zmian od samych siebie i dawania dobrego przykładu. Na początek pozbycia się wszystkich podróbek z szafy i kosmetyczki.

Pamiętajmy, że swoim portfelem mamy prawo głosu. Zastanówmy się zatem, kogo w ten sposób wspieramy- rynek falsyfikatów czy legalny biznes.

1 września 2015

Gust zwany Ikeą


Jakiś czas temu pewien poznański artysta podzielił się ze mną ciekawym spostrzeżeniem: 

Przed II wojną światową ludzie bardziej cenili sztukę i byli także lepiej wyedukowani artystycznie. W dobrym guście było posiadanie w domu przynajmniej jednego oryginalnego obrazu, nawet małej akwareli bądź szkicu. Dzieła artystów były także prezentami, którymi obdarowywano z okazji ważnych uroczystości rodzinnych, np. ślubu.


Od wspomnianych czasów minęło prawie 100 lat. Trudno nie odnieść wrażenia, że dziś dzieła sztuki trafiają do bardzo wysublimowanej grupy osób, których "fanaberią" jest kolekcjonowanie. Rozmowy o niej toczą się wyłącznie w wąskich, elitarnych, artystycznych środowiskach. Nowy iPhone jest bardziej pożądanym prezentem niż obraz olejny czy rzeźba z brązu. Przeciętny Polak ostatni raz zetknął się z twórczością artystyczną w szkole podstawowej i nie pamięta, kiedy ostatnio był na wystawie. Jaki obraz społeczeństwa się z tego wyłania?

Dziś poziom estetyki ogółu reprezentuje symbol naszych czasów, a także nowoczesności, minimalizmu i prostoty, czyli IKEA. Silną pozycję na rynku zdobyła dzięki kolekcjom tanich mebli w oszczędnym, skandynawskim stylu, które świetnie się sprawdzają w wynajmowanych mieszkaniach i odpowiadają zasobności studenckiej kieszeni.

Ikea to styl, Ikea to sztuka- zdawać by się mogły powtarzać jak mantrę dzikie tłumy (czytaj: pielgrzymki) udające się w weekendy do tych wielkopowierzchniowych świątyń. O wiele milsze jest przecież przebywanie we wnętrzu jak z katalogu, niż wśród staroświeckich PRL-owskich meblościanek, kryształów i przaśnie udekorowanych ścian. To nic, że inspiracja okazała się zbyt nachalna. Ważne, żeby było tanio i tak, jak wszędzie. 

Przykładowo: większość blogerek maluje się przy toaletce HEMNES albo MALM, kosmetyki trzyma w komodzie ALEX, przegląda się w lusterku MYKEN, a pędzle trzyma w białej osłonce na doniczkę SKURAR... 
Pójście na łatwiznę, masówka i tendencje do upraszczania- znamy to nie tylko ze sposobu dekoracji wnętrz, ale także z zawartości garderoby (wszak to też pewien rodzaj sztuki użytkowej). Sieciówki, kopiowanie sklepowych manekinów, strój zwykły, szary i niewyróżniający się. 


Pojawia się tu pytanie: czy naprawdę brakuje nam finezji czy to efekt zachowawczości? A może do wyglądu siebie oraz przedmiotów, które nas otaczają, nie przykładamy zbytniej wagi?

29 sierpnia 2015

Oswajamy second handy


W sklepach z używaną odzieżą drzemie siła. Nic więc dziwnego, że zakupy w nich stały się w ostatnich latach bardzo popularne a w dni dostawy ustawiają się kolejki osób rządnych perełek. Niektórzy w tym zajęciu znaleźli nawet źródło dorobku, co dowodzi o realnych korzyściach wynikających z kupowania w second handach. 

Pierwszy raz próg sklepu z odzieżą z drugiej ręki przekroczyłam jakieś 7-8 lat temu, kiedy buszowanie po nich nie było jeszcze takie modne. Spotykałam się wtedy z różnymi, skrajnymi opiniami otoczenia: jedni twierdzili, że kupowanie tam to obciach, a inni na widok znalezionych przeze mnie rzeczy aż niedowierzali. "Taka ładna sukienka? Nie wygląda jakby była z lumpeksu". Negatywne głosy wcale mnie nie zniechęcały i od tego czasu procentowa ilość rzeczy w szafie, które kupowałam z drugiej ręki, systematycznie rosła, podobnie z resztą jak popularność samych second handów. Dzisiaj ok. 70% zawartości garderoby zawdzięczam sklepom z używaną odzieżą.

Wiem, że są wśród nas osoby, które uparcie twierdzą, że nie mają talentu do wyszukiwania ładnych rzeczy albo brakuje im cierpliwości w tej sferze. Według mnie w większości jest to zasługa wprawy, wielu odbytych lumpeksowych wojaży... Co prawda, nie zamieszczę tutaj wytycznych o tym, jak zostać zawodową handlarą, ale postaram się podzielić swoim doświadczeniem i kilkoma cennymi wskazówkami.



I Poznaj siebie

Sprawne i efektywne poruszanie się po second handach bazuje na dobrej znajomości samej siebie. W jakich ubraniach czujesz się najlepiej? Do odpowiedzi na to pytanie mogą Ci się przysłużyć poniższe punkty:

A) Najprościej jest założyć folder z inspiracjami (np. na portalu Pinterest) i tam zbierać grafiki, które wywołują w Tobie pozytywne emocje i z którymi się identyfikujesz. Im dokładniej skatalogujesz swoje znaleziska, tym lepiej poznasz swój gust. 

B) Innym sposobem na poznanie swoich preferencji ubraniowych są przymiarki. Warto od czasu do czasu eksperymentalnie sięgnąć po rzecz w kroju lub kolorze, którego wcześniej nie mierzyłaś. 

C) Natomiast znajomość swoich wymiarów okazuje się szczególnie istotna, gdyż znacznie usprawnia zakupy. Warto zapamiętać swój: obwód w biuście, obwód talii, szerokość bioder (w niektórych typach sylwetek największa szerokość znajduje się na wysokości ud), długość rękawa, długość nogawki.


II Zrób rekonesans

Na początek zorientuj się, jakie adresy mają second handy znajdujące się w Twoim mieście i zaznacz je na specjalnej mapce. Ułatwi Ci ona stworzenie najkrótszej trasy, po której odwiedzisz je kolejno w regularnych odstępach czasu (np. co tydzień, dwa). Zapamiętaj dni dostaw i wyceny. Jeśli asortyment w którymś z nich Cię początkowo rozczaruje, to nie skreślaj go od razu ze swojej listy. Zaopatrzenie zmienia się co tydzień i dostawa, która w jednym lumpeksie Cię zachwyci, w kolejnym może wydać się zdecydowanie mniej atrakcyjna. Podczas wycieczek do innych miast (szczególnie tych mniejszych) weź pod uwagę także tamtejsze lumpeksy i zarezerwuj sobie odpowiednią ilość czasu na ich eksplorację.



III Bądź realistką


Nastawienie psychiczne może równie szybko zniechęcić Cię do chodzenia po second handach, co zachęcić. Nie obiecuj sobie, że po pierwszej wycieczce wyjdziesz ze sklepu z naręczem szałowych rzeczy. Często kiedy dokładnie planuję, że tego i tego dnia pójdę do ulubionego lumpeksu, spotyka mnie rozczarowanie i nic ciekawego nie wpada mi w oko. Za to nieplanowane, zupełnie przypadkowe wypady okazują się być najwartościowsze. Skąd taka przewrotność losu? Trudno powiedzieć, ale zauważyłam, że nie jest to osobnicza przypadłość. 



IV Przygotuj się


Mapka okolicznych sh zrobiona? Czas na research! Określ swój limit finansowy i wygospodaruj odpowiednią ilość wolnego czasu. Najlepiej po sycącym posiłku- dowiedziono, że nienajedzeni kupujemy więcej niepotrzebnych rzeczy i tę wiedzę staram się wykorzystać w codziennym życiu. Załóż wygodne buty i ubrania, które łatwo zdjąć i założyć. Na dopasowany podkoszulek będziesz mogła przymierzyć zarówno marynarkę, jak i sukienkę. Z doświadczenia wiem, że duże torby typu shopper, przy lumpeksowych poszukiwaniach okazują się niepraktyczne, gdyż w wąskich ścieżkach między wieszakami zawadzają i trącają inne klientki. Dobrą alternatywą jest lekka, niewielka torebka na ramię, np. listonoszka, koniecznie z porządnym zapięciem (dla zminimalizowania ryzyka kradzieży), która nie będzie Ci przeszkadzać w przeglądaniu rzeczy. Większe zakupy włożysz do bawełnianej, pakownej torby. Zwijana miara krawiecka w połączeniu ze znajomością Twoich wymiarów, pozwoli szybko zrewidować, czy dana rzecz na Ciebie pasuje.

Dlaczego nie wspominam o liście poszukiwanych rzeczy? Jest zupełnie opcjonalna. W przypadku zakupów w lumpeksie musisz zdać się na łut szczęścia, gdyż niesłychanie trudno jest za jednym zamachem odhaczyć wszystkie zapisane pozycje. Na tym polega też eksperymentalny charakter second handów- nigdy do końca nie wiesz, co Cię tam spotka.



V Obierz strategię


Jest kilka sposobów, które mogą podwyższyć Twoje szanse na znalezienie upragnionych perełek. Możesz je ze sobą dowolnie łączyć:

A) Dni dostawy czy dni wyceny - w dni dostawy jest najdrożej i istnieje także największa szansa na znalezienie wartościowej rzeczy. Z każdym kolejnym dniem ona spada, za to cena za kilogram idzie w dół. Nie zawsze warto sugerować się dniem dostawy, bo znam osoby, które dosłownie za grosze wyszukują w najtańsze dni prawdziwe perełki.

B) Razem czy w pojedynkęzdecyduj, jaki typ łowów odpowiada Ci bardziej- samotne polowanie czy w towarzystwie. Pamiętaj, że bardziej doświadczona koleżanka może udzielić Ci cennych wskazówek, ale również może doprowadzić do wzajemnej rywalizacji.

C) Zamiana sezonów i działów - zimą zwracaj uwagę na letnie ubrania, a latem na jesienno-zimowe. Kiedy pierwszy raz przeczytałam o tym na jednym z forów, wydawało mi się to mało prawdopodobne, bo przecież dostawy są skorelowane z bieżącym sezonem. Nie uwierzyłam, dopóki nie znalazłam w lipcu... kaszmirowego swetra! Jeśli chodzi o działy, to z powodzeniem możesz rozszerzyć miejsce swoich poszukiwań o wieszaki dedykowane asortymentowi męskiemu i dziecięcemu. Szczególnie jeśli nosisz mały rozmiar albo preferujesz "męski pierwiastek" w swoim stylu.

D) W niepogodę - chodź na łowy, kiedy aura nie sprzyja. Podobno kiedy pada deszcz lub śnieg, to w lumpeksach jest mniejszy ruch, a więc jest szansa na bardziej komfortowe zakupy (o ile krople spływające po odzieży wierzchniej nie będą Ci przeszkadzać...).



VI Nie popadaj w skrajności


Zdarza się, że zakupy w lumpeksie wyzwalają w jego klientkach dość niezdrowe emocje, którymi łatwo się zarazić. Atmosfera sprzyjająca szczególnie dniom dostawy sprzyja zakupoholizmowi i tworzeniu się tzw. dziczy sklepowej. Musisz pilnować nie tylko swojego koszyka, ale i swojego zakupowego apetytu:



 cierpliwie szukaj, wieszak po wieszaku i przy wyborze kieruj się pierwszym wrażeniem - dotykiem materiału i wizualną stroną ubrania; na dalsze rozważania przyjdzie czas później,

• uważaj na bieliznę, stroje kąpielowe i obuwie - wybieraj tylko te w idealnym stanie, z metkami i zabezpieczeniami,

• w miarę możliwości (które mogą być ograniczone niewielką ilością przymierzalni lub tłokiem) staraj się mierzyć każdy ciuch; okrycia wierzchnie i marynarki możesz zmierzyć od razu w ustronnym kącie; dotykaj, wywracaj na drugą stronę, sprawdzaj składy na metce,

• nie kupuj tego, czego nie jesteś w 100% pewna, bo im niższe wymagania będziesz mieć, tym więcej niepotrzebnych rzeczy kupisz,

• na bieżąco licz koszty związane z konserwacją danej rzeczy; czy zakup skórzanej kurtki po dodaniu do niego kosztów prania chemicznego nadal będzie opłacalny? Czy zmniejszenie u krawcowej tej marynarki nie będzie kosztować tyle co nowa w sklepie?

• bądź realistką - nie każda plama może cudownie zejść w praniu, a zwrotu nie będziesz mogła dokonać.


VII Czas na pranie


Rzeczy kupione w second handzie zwykle są przesiąknięte specyficznym, dość nieprzyjemnym zapachem środków odkażających. Aby się go pozbyć, kategorycznie należy je wyprać. Na większą ilość zwykłych ubrań z sh, nie wymagających specjalnej konserwacji, wstawiam oddzielne pranie w temperaturze 40 stopni, z podwójnym płukaniem. Jeśli rzeczy jest mało, to kilkukrotnie piorę je ręcznie w misce- środki odkażające mogą barwić inne ubrania. Rzeczy bardziej problematyczne, z którymi nie poradzi sobie domowa pralka,  tj. kurtka ze sztucznej skóry, zanoszę do pralni chemicznej.



Przyznam, że sama mam okresy, w których ubrania kupuję tylko w second handach, bo jakość spotkana w tradycyjnych sieciówkach od kilku lat skutecznie mnie do siebie zniechęca. Niestety, odnoszę wrażenie, że "złoty okres lumpeksów" także powoli przemija, gdyż ceny za kilogram, nawet w małych miastach, systematycznie rosną i zakupy w nich są mniej opłacalne niż kiedyś. Bądź co bądź, jest to nadal lepsza alternatywa dla centrów handlowych i bardzo prawdopodobne, że powyższe rady będą aktualne także przez kolejne lata.